Żywioł w mieście
14.10.2009 20:46, napisane przez REXus
... wieje... wieje i rozwiewa mnie......
Ile szkody może narobić wiatr? Zależy - najbardziej uniwersalna odpowiedź, jaką wymyślił człowiek. Zależy od tego, jak mocno wieje. Zależy od tego, czy tylko wieje, czy oprócz wiatru spektakl uświetnia deszcz lub grad. Zależy od tego, czy jesteśmy w wielkim skupisku ludzi, czy na obrzeżach miasta.Na wsi życie płynie inaczej. Nawet w sytuacji kryzysowej, gdy miasto zmaga się z takimi samymi problemami, tutaj wydaje się być spokojniej...
Miasto - mokre piekło
Jeszcze rano wydawało się, że po prostu wieje. Zdarza się - zwłaszcza tutaj, blisko morza. Deszcz i grad także nie powinny dzisiaj dziwić. Dojazd do centrum Gdańska - jak codzień. Tylko droga pomiędzy przystankiem a uczelnią jakaś bardziej uciążliwa. Droga powrotna bo niezbyt długim pobycie między murami Politechniki - i oto pierwsze skutki wiatru: połamane drzewa, jakieś atrakcje na linii tramwajowej. I moknący ludzie, z których część zrezygnowana udaje się na SKM lub autobus.
Punkt drugi dzisiejszego dnia - targi kolejowe (fotogaleria tutaj). Niby wszystko normalnie, choć deszcz co jakiś czas wpędza zwiedzających do prezentowanych pociągów. Cóż, przynajmniej humory dopisują.
Na tym jednak koniec dobrego. Ogłoszenia o bliżej nieokreślonych problemach, przyjazd pociągu z opóźnieniem i naładowanie go ludźmi - jak się okazuje, wcale nie do granic możliwości. Przejazdy pomiędzy kolejnymi trwają niezwykle długo - w zasadzie jedyny argument nakłaniający do pozostania w pociągu to temperatura - bo na pewno nie prędkość poruszania się. I w końcu koniec trasy - niespodziewany, bo w Gdyni Orłowie. Co dalej?
Nie wiadomo. Radźcie sobie.
Jedni postanowili czekać, inni dzwonić po jakąś pomoc, jeszcze inni dowiedzieć się czegoś (jeżeli można tak to nazwać) w kasie. Ja - podobnie jak wiele (zbyt wiele) osób próbujących dostać się do centrum postanowiłem zmienić środek komunikacji - na trolejbus. Tylko gdzie tutaj jest przystanek?
Znalazłem. Czeka tu tyle ludzi, że nie ma szans, by do jednego trolejbusu weszli wszyscy. Podjeżdża. Pełny... ale dopiero odjeżdża "pełny do granic możliwości". Po 5 minutach drugi. Podobnie. Trzeci. Udało mi się wejść. Odcinek, który można pokonać w 25 minut trwa mi już prawie godzinę. A, nie mam biletu? Sposobu, by go kupić też nie.
I do tego korki, i nędzna widoczność. Brak informacji, co się dzieje. Telefon znacząco ułatwia mi podróż - podobnie jak niemal co drugiemu człowiekowi ściśniętemu w tym trolejbusie.
Wysiadam. SKM już chyba jeździ... albo i nie. W zasadzie - nie wiem. Komunikaty nadawane przez megafon sugerują, że nie ma gwarancji dotarcia do celu. A na tablicach informacyjnych pociągów wszystko tak, jakby nic się nie działo. Gdańsk Główny? Przecież tam się w tej chwili nie da dojechać po torach SKM... ale ustawiający napis na czele pociągu chyba o tym nie wie (awaria radia?).
Każda minuta na przystanku w tej pogodzie jest na wagę zapalenia płuc (albo czegoś gorszego). Choćby drobna informacja mogłaby ułatwić ludziom życie. Ale miasto nie jest na to przygotowane. Plan działania powstaje dopiero w momencie pojawienia się żywiołu. Jedyne, co zdało egzamin, to sieć GSM - i całe szczęście.

Wieś - owszem, wieje
Jednak udało się. Trzy godziny później wysiadam z pociągu, z dala od "mokrego piekła" i blisko domu. Tu też wieje - są nawet połamane gałęzie. Spojrzenie na konary drzew robi wrażenie, ale... to nic. Ludzie nie kręcą się jak poparzeni, nie ma nadmiernego ruchu drogowego (i wszelkiego innego). Panika została w mieście.
Na zewnątrz jest nieprzyjemnie - i to bardzo. I jest to powód, dla którego należy zostać w domu - powód, który w mieście wydawał się nie istnieć. Nie ma czasu na przeczekanie żywiołu - choć o wiele łatwiej go przeczekać, niż udawać, że nic się nie dzieje...
dodaj do
subskrybcja
facebook
last.fm
mypersonality.info
panoramio
picasa web albums
wykop

sydowski blog